Okiem wydawcy, czyli lekcja rynku dla piszących – część 2

Okiem wydawcy czyli lekcja rynku dla piszących część druga

Okiem wydawcy, czyli lekcja rynku dla piszących – część 2

W poprzednim wpisie relacjonowałam spotkanie z wydawczynią, jakie mieli możliwość odbyć uczestnicy kursu dla zaawansowanych. Podkreślałam, czym różni się sposób patrzenia na tekst autora i wydawcy. Dziś kontynuacja. Kolejne pytania, którym musiała podołać goszcząca w Maszynie do Pisania redaktorka.

Jak długo pracować nad tekstem przed wysłaniem do wydawnictwa?

Warto zadbać o to, by przed przedstawieniem wydawcy propozycji wydawniczej dać powieści szansę okrzepnąć. Przeczytać ją kilka razy po krótkiej przerwie, poprawić ewidentne błędy, zarówno w warstwie językowej, jak i fabularnej. To także moment, by rozważyć uwagi pierwszych czytelników. Pośpiech, wysyłanie pierwszej wersji książki bez dokładnego przemyślenia koncepcji, rzadko idzie w parze z zainteresowaniem wydawcy. Lepiej popracować nad książką nieco dłużej, ale zwiększyć szanse na pozytywną odpowiedź. Ta powinna nadejść w ciągu trzech miesięcy. Co, jeśli jest odmowna? Czy po odrzuceniu tekstu można wysłać tę samą propozycję? Redaktorka z wydawnictwa obecna na spotkaniu dopuszcza taką możliwość, z jednym zastrzeżeniem. Należy wówczas określić, które partie tekstu (zasadnicze wątki, rozwiązania fabularne) uległy zmianom. Źle jest bowiem widziane ponowne przesłanie tekstu w pierwotnej formie.

Całość czy fragment?

Padło także pytanie, czy wydawcy życzą sobie otrzymać powieść w całości, czy jest szansa na nawiązanie współpracy na podstawie fragmentu. Zwyczaje wydawnictw w tym obszarze są różne. Co do zasady jednak, w przypadku fikcji, wydawcy wolą mieć wgląd w całość tekstu, szczególnie w kontakcie z debiutantem, który nie miał jeszcze szansy wykazać się tak podstawową sprawą, jak ukończenie książki. Nie wiadomo więc, na ile jest wiarygodny. Trudno także prognozować na podstawie próbki, jaka będzie jakość kilkusetstronicowego tekstu. Sprawa wydaje się więc w przypadku debiutantów raczej skomplikowana. Bardziej optymistycznie wygląda to z kolejnymi książkami danego autora lub z literaturą faktu.

Tekst broni się sam, dlatego…

… nie ma sensu tłumaczenie, co chciało się w nim przekazać, wydzwanianie bądź nękanie wydawcy innymi formami kontaktu. To, co chcieliśmy powiedzieć, powinno zostać w tekście zapisane. Jednocześnie należy pamiętać, że na biurku wydawcy każdego dnia ląduje kilkanaście propozycji. Aby ułatwić mu zapoznanie się z naszą, dobrze jest dołączyć krótki biogram, konspekt powieści oraz posłużyć się tzw. benchmarkiem. W biogramie poza dokonaniami literackimi szczególnie podkreślamy informacje, które mogą łączyć naszą osobę z tekstem. Wydawca szuka tu haczyka na czytelników. Strażak, który tworzy nawet fikcyjną historię osadzoną w środowisku strażaków, będzie bardziej wiarygodny niż entomolog piszący o maklerach z Wall Street. Co naturalnie nie znaczy, że należy ograniczać się w pisaniu do wyuczonych bądź wykonywanych zawodów. Joanna Chmielewska była przecież architektką a Arthur Conan Doyle lekarzem. O ile uboższa byłaby historia literatury, gdyby pierwsza projektowała, a drugi leczył. Jeśli w zaproponowanej powieści nie tyle bazujemy na własnych doświadczeniach, co dajemy się ponieść wyobraźni, warto powołać się na dzieła podobne do naszej propozycji, które osiągnęły sukces. Z klasyki bądź literatury współczesnej. Ten zabieg właśnie nosi nazwę benchmarku.

Umowy wydawnicze

Kwestia umów wydawniczych wymaga odrębnego wpisu. Jak ważny jest to temat wskazuje choćby niedawna inicjatywa powołania nowego stowarzyszenia polskich pisarzy i pisarek. Stoją za nim tak uznani twórcy jak m.in. Jacek Dehnel, Olga Tokarczuk, Zygmunt Miłoszewski. Pomimo niewątpliwego doświadczenia tych osób na rynku wydawniczym, jednym z celów stowarzyszenia miałoby być objęcie autorów opieką w kontaktach z wydawcami. Inicjatorzy stowarzyszenia widzą potrzebę skonstruowania powszechnie dostępnej online umowy modelowej pomiędzy autorem a wydawcą, z komentarzami prawników, jakie zapisy w umowach są niebezpieczne. Wydawczyni obecna na spotkaniu sama przyznała, że nie zaszkodzi, by autor zasięgnął opinii prawnika. Najbardziej drażliwe kwestie to, wbrew pozorom, wcale nie te związane z wynagrodzeniami. Ponieważ te jednak najbardziej interesują zazwyczaj autorów, to im poświęćmy kilka słów wyjaśnienia. Zazwyczaj autor udzielający wydawcy licencji rozlicza zyski ze sprzedaży z zaliczką, płatną w chwili podpisania umowy. Po ukazaniu się książki autor otrzymuje zestawienie tantiem w okresach półrocznych. Może to być udział od kwoty okładkowej minus VAT lub od sprzedaży hurtowej. W pierwszym przypadku procent wynosi 6-8, w drugim 12-15. Ponieważ cena hurtowa to zazwyczaj połowa ceny okładkowej, różnica między tymi dwoma sposobami naliczania wynagrodzenia dla autora wydaje się więc nieznaczna. 6% od 39,99 zł to prawie to samo, co 12% od 20 zł. Pozornie. O ile wiadomo dokładnie, czym jest cena okładkowa minus VAT, o tyle trudno na współczesnym rynku wydawniczym zdefiniować nabywcę hurtowego. Sama wydawczyni, która posługuje się pierwszym modelem, przyznała, że miałaby kłopot z określeniem, kto nim jest i od czego dokładnie liczone jest wynagrodzenie autora (do tego dochodzą rozmaite rabaty i promocje).

To dobrze, że uznani pisarze, których siła przetargowa w kontakcie z wydawnictwem jest większa niż mniej popularnych autorów, nie wspominając o debiutantach, widzą potrzebę uregulowania tych spraw. I dobrze, że są wydawcy, którzy chętnie wstają zza biurek i z autorami rozmawiają. Cieszę się, że moi kursanci przed debiutem mieli szansę w takim spotkaniu wziąć udział, a ponieważ wiem, że goszcząca w Maszynie wydawczyni czyta blogowe wpisy, nie omieszkam powiedzieć jeszcze raz i tutaj – dziękuję!

Przeczytajcie także: Okiem wydawcy, czyli lekcja rynku dla piszących – część 1.

Alina Krzywiec prowadzi kursy w Warszawie : Podstawy pisania, Słowo na warsztat, podstawy pisania poziom II, oraz  Warto mieć własne zdanie (kurs dla młodzieży).

Napisz komentarz