Zanim zaczęłam pisać

Agnieszka Pruska

Zanim zaczęłam pisać

Moja trzecia książka – „Żeglarz” jest ściśle związana (bardziej niż „Literat” i „Hobbysta”) z Gdańskiem i okolicą, mało tego, według mojej opinii akcja nie mogłaby się toczyć nigdzie indziej. Wynika to zarówno ze specyfiki miasta, jak i środowiska, które opisuję. Jakie to środowisko, informuje już sam tytuł i od razu wiadomo, kogo tym razem „wzięłam na tapetę”.  Z tego, co mi wiadomo nie ma zbyt wielu kryminałów, których bohaterowie byliby związani z trójmiejskim środowiskiem żeglarskim, a przecież jest ono bardzo istotnym elementem społeczeństwa. Tak więc, aby przybliżyć je czytelnikom „zabiłam” żeglarza…

Pisanie to dosyć skomplikowany proces, każda książka wymaga wykreowania bohaterów, wybrania miejsca akcji, stworzenia fabuły i zebrania wielu informacji, zaczynając od tych podstawowych, dostępnych praktycznie od razu, a na bardziej złożonych, wymagających dotarcia do źródła informacji, kończąc. Osobiście preferuję zgromadzenie jak największej liczby potrzebnych danych zanim usiądę do pisania. W kryminałach jest to szczególnie istotne, bo ten gatunek dostarcza czytelnikowi nie tylko dawki adrenaliny związanej z rozwiązaniem, czasem bardzo zawiłej, zagadki dotyczącej morderstwa, ale również wielu wiadomości (społecznych, historycznych, urbanistycznych, prawnych, zawodowych itd.). Część z nich jest ściśle związana z fabułą, akcją i postaciami, niektóre „tylko” tworzą tło. Dlaczego w cudzysłowie? Bo bez tego tła główny wątek byłby zawieszony w próżni.

Decydując się na przedstawienie środowiska żeglarskiego, wiedziałam, że będę potrzebowała konsultanta w tym zakresie. Owszem, sama kiedyś żeglowałam, ale było do dawno i na jeziorach, a potrzebowałam wiedzy świeżej i specyficznej dla żeglugi morskiej. Na szczęście pracuję razem z żeglarzem i to takim, który każdą wolną chwilę poświęca albo na żeglowanie, albo na udoskonalanie swojej łódki. Był on moim konsultantem merytorycznym, pierwszym czytelnikiem i krytykiem, nieraz zdarzało mi się usłyszeć: „Aga, popraw to, tak żaden żeglarz nie powie”. Poprawiałam, czytałam głośno, żeby posłuchać, jak to brzmi, a potem pokazywałam koledze i czekałam na akceptację. To dzięki niemu zwiedziłam dokładnie mariny, dowiedziałam się o różnych bolączkach trójmiejskich żeglarzy i o tym, dlaczego wielu z nich nie trzyma jachtów w przystaniach bliskich miejscu zamieszkania, a, na przykład, w Górkach Zachodnich. Mariny odwiedzałam nie jeden raz w trakcie pisania, a szczególnie często bywałam na gdańskim nabrzeżu, tam bowiem rozpoczyna się akcja „Żeglarza”. Moje obawy były uzasadnione, rewitalizacja Wyspy Spichrzów wymusiła na mnie zmianę tekstu, musiałam poszukać nowego miejsca, z którego morderca zrzuca zwłoki do wody. Ostatni raz byłam tam na spacerze… dzień przed napisaniem tego tekstu i po raz kolejny pogratulowałam sobie czujności. Teraz musiałbym jeszcze raz zmienić tekst, ale ponieważ książka jest już wydrukowana, można powiedzieć, że uwieczniłam zachodzące w Gdańsku zmiany.

Powieść kryminalna najczęściej wymaga konsultacji nie tylko tych dotyczących środowiska, ale również typowo policyjnych. Mam to szczęście, że mogę liczyć na pomoc znajomych policjantów, a szczególnie wykładowców ze Szkoły Policji w Pile. To dzięki rozmowom ze specjalistami opisy stają się bardziej wiarygodne, a ja nie zadręczam się pytaniami, czy to, co napisałam, jest na pewno słuszne. Sprawdzanie czegokolwiek w sieci, przeczytanie książek na ten temat to nie to samo, co rozmowa ze specjalistą. O pewnej scenie z „Żeglarza” rozmawiałam z jednym z wykładowców z Piły prawie dwie godziny. Potem zmieniłam opis zdarzenia, a właściwie napisałam go od nowa, bo to, co mi się wydawało oczywiste i było poparte lekturą, w praktyce okazało się nie do wykonania. Co prawda podejrzewam, że większość czytelników zaakceptowałaby to, co napisałam, ale jeżeli postanowiłam jak najwierniej przedstawiać realia, to staram się tego trzymać. Szczerze mówiąc, bardzo lubię zasięgać opinii specjalistów, dowiaduję się wtedy mnóstwa rzeczy.

Ważnym elementem wielu powieści jest miasto, które autor wybrał na miejsce akcji. Wybór może być powodowany wieloma czynnikami takimi, jak: uwarunkowania historyczne, topograficzne, geograficzne, znajomość miasta i jeszcze kilka innych. W przypadku „Żeglarza”, oprócz tego, że wykorzystałam oczywisty związek: Gdańsk – morze – żeglarze, chciałam również pokazać własne miasto w taki sposób, aby miejsca opisywane przeze mnie były dla mieszkańców Gdańska rozpoznawalne, a dla reszty czytelników atrakcyjne i przyciągające uwagę. Mieszkam w Gdańsku już dwadzieścia cztery lata, ale muszę przyznać, że opisując zabytki musiałam sięgać do różnych publikacji i sprawdzić szczegóły, aby mieć pewność co do poprawności informacji. Kryminał to nie książka o zabytkach, które stanowią jedynie jeden z elementów tła, ale wplecenie ich w powieść wydało mi się atrakcyjne ze względu na pokazania miejsca, w którym toczy się akcja, oraz z powodu nowego bohatera, którego wprowadziłam do powieści. Młody podkomisarz, który poprzednio mieszkał w małym miasteczku, musi poznać teren, na którym pracuje. W „Żeglarzu” gdańskie Główne Miasto policjanci często przemierzają ze względów służbowych, ale również prywatnych. Komenda jest niedaleko i na jakiś szybki obiad jest wygodnie wyskoczyć gdzieś niedaleko, na przykład w okolice Długiego Targu.

„Żeglarz”, to trzecia moja powieść z nadkomisarzem Barnabą Uszkierem w roli głównej i siadając do pisania, miałam więcej doświadczenia niż przy „Literacie” i „Hobbyście”, co ułatwiło mi pracę. Wiedziałam, na co powinnam zwrócić większą uwagę, jakie dodatkowe informacje będą mi potrzebne oraz, że powinnam je „zdobyć”, zanim zacznę tworzyć tekst, a z większością bohaterów zdążyłam się zżyć, pisząc poprzednie części powieści. Mam nadzieję, że odbiło się to pozytywnie na jakości tekstu. :)

Agnieszka Pruska, autorka książek:  “Literat”, “Hobbysta”, “Żeglarz”,  absolwentka kursu “Druga strona kryminalnej fikcji”.

3 Comments
  • Iwona

    21 listopada 2016 at 21:24 Odpowiedz

    Przeczytawszy, uznałam, że pisania tu się nie nauczę. “Według mojej opinii”- że pozwolę sobie zacytować chociażby. “Ciekawe” związki frazeologiczne i niezręczności językowe. Budowanie zdań złożonych też “opanowane do perfekcji”. No i pewnie zaraz będzie, że “hejtuję”. Rzecz w tym, że błędy, które wytykam, sprawiły, że przez tekst musiałam przebrnąć, zamiast gładko podążać od początku do końca.

    • GrzegorzTenJaZ3miasta

      23 listopada 2016 at 18:14 Odpowiedz

      Pisania w języku polskim uczyłaś się w szkole. Pisania książek nauczysz się albo sama, albo na kursach, albo wcale. Błędy ortograficzne, stylistyczne, frazeologiczne zostaw na potem – gdy będzie już książka. Najpierw naucz się opowiadać. Tutaj robią to dobrze. Byłem na dwóch kursach, ale tylko zaawansowany miał ten cel, o którym piszę – napisz książkę. Zacznij opowiadać. Nieskładnie, z błędami. One potem znikną.

    • Ula

      23 listopada 2016 at 18:22 Odpowiedz

      Każdy ma swój styl. To, że pisarka ma na koncie już trzy wydane książki o czymś świadczy :) Uczestniczę w kursie Maszyny. Szczerze polecam :)

Napisz komentarz

CLOSE
CLOSE