Tytuły i pisanie dla dzieci. Zagadnienie praktyczne

Tytuły książek dla dzieci

Tytuły i pisanie dla dzieci. Zagadnienie praktyczne


Pisanie dla dzieci odkrywa przed twórcami kreacyjny kapitał już na poziomie tytułowania.
Można zobaczyć związane z nim możliwości jeszcze przed zagłębieniem się w fabularny gąszcz. Ponadto zabawny, charakterystyczny, wyrazisty tytuł to już połowa autorskiego sukcesu.
W wypadku literatury dla dzieci mamy do czynienia z tytułami brzmiącymi poważnie, zapowiadającymi sensacyjną lub niesamowitą aurę utworu („Tajemnica człowieka z blizną” Pawła Beręsewicza, „Tajemnica zielonej pieczęci” Hanny Ożogowskiej, „Za niebieskimi drzwiami” Marcina Szczygielskiego), a także dowcipnymi, wskazującymi na humor i przymrużenie oka jako na akcenty wiodące („Do czego służy kotlet?” Anity Głowińskiej, „O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę” Wolfa Elbrucha, „Pasztety, do boju!” Clementine Beauvais).

Tytuł, czyli mechanizm napędowy

Przyznaję, że dla mnie, autorki praktykującej pisanie dla dzieci, tytuł jest tym elementem, bez którego nie potrafię rozpocząć pracy nad tekstem. Inni twórcy potrzebują schłodzonej wody mineralnej, dobrze wywietrzonego pokoju, uprzątniętego biurka, cichych, delikatnych dźwięków brzęczących w tle. Ja muszę mieć tych parę słów. Są one dla mnie niczym busola, kompas, mapa, GPS. Wyławiając je z zasobu leksykalnego polszczyzny, kieruję się różnymi względami.

Nawiązanie, odwołanie

Pewnym sposobem na stworzenie językowej „etykiety” dla tekstu jest skorzystanie z kulturowego zaplecza. „Opowieści z Narnii” – oto tytuł, który znamy praktycznie wszyscy. Gdy tylko w mojej świadomości zaistniał kapeć jako bohater literacki, już za bladą myślą podążyło skojarzenie. Zaraz z niebytu wyłoniło się sformułowanie „Opowieści z Kapciuchowa”. Nie miałam wyjścia, musiałam tę krainę na „K” wymyślić i opisać. Przywoływanie w tytule miejsca akcji, realistycznego bądź fantastycznego, jest zakorzenione w pisaniu dla dzieci. Na przykład za „Dziećmi z Bullerbyn” podążają „Dzieci z Leszczynowej Górki” Marii Kownackiej i Zofii Malickiej czy „Dzieci z Lewkowca” Donaty Dominik-Stawickiej. Kłaniają się czytelnikom również Lindgrenowska „Lotta z ulicy Awanturników”, „Tonja z Glimmerdalen” Marii Parr, „Iwo z Nudolandii” Doroty Suwalskiej. Pamiętajmy o „Przygodach Tappiego z Szepczącego Lasu” Marcina Mortki.

Bohaterze, pchaj się na afisz!

Utwór można zatytułować, od razu wskazując głównego bohatera. Autorzy, piszący dla dzieci, czynią to bezpośrednio albo stosując strategię kamuflażu. Świetnie tę technikę wykorzystała Małgorzata Musierowicz, tworząc niektóre tytuły dla książek z cyklu Jeżycjada (używając właściwego danej postaci przezwiska, pseudonimu lub przenośni). Nic dziwnego, że ciekawskim czytelnikom zdarzyło zastanawiać się na forum, kogo tym razem pisarka umieściła w centrum opowieści (gdy książka znajdowała się jeszcze w fazie roboczej). „Kłamczucha”, „Noelka”, „Dziecko piątku”, „Nutria i Nerwus”, „Żaba”, „Wnuczka do orzechów” – oto kilka przykładów (podanych w kolejności chronologicznej).
Interesujące rozwiązanie zastosowała Zuzanna Orlińska w utworze „Matka Polka”. Postać z okładki jest jednocześnie mamą Apolinarego i super bohaterką, nawiązującą w przewrotny sposób do przysłowiowego i symbolicznego typu rodzicielstwa, opierającego się na nadopiekuńczości i ofiarności. To ona, nikt inny, z energią i fantazją dowodziła atakiem na piratów, dokonanym pączkami, babeczkami, napoleonkami, wuzetkami i eklerkami.

Rymu rytm i nimb

Bohatera można zaprezentować, korzystając z brzmienia słów, bawiąc się nim. Rym w roli tytułu wygląda efektownie i dobrze brzmi. Świadczą o tym „Przygody jeża spod miasta Zgierza” Wandy Chotomskiej, „Nienia z Zielonego Marzenia” Agnieszki Tyszki, „Wielka wyprawa pirata” Nata Katarzyny Ziemnickiej.

*

Nudne byłoby życie autorów i czytelników, gdyby codzienności nie okraszały literackie tytuły. Takie w duchu tradycji i zabawne, śmieszne, rzec można zwariowane (ujawniające na starcie wybuchowość autorskiej wyobraźni i nieskrępowaną kreatywność). Tu od razu przyszły mi na myśl dwie książki Krystyny Boglar: „Każdy pies ma dwa końce”„Żeby konfitury nie latały za muchą”.
Zatem Drodzy, zainteresowani pisaniem dla dzieci, tytułujmy z całych sił. Doświadczajmy mocy słów.

Agnieszka Urbańska

Pozostałe wpisy autorki:
Sztuka skracania, czyli o zwięzłości tekstów
Pierwsze książkowe zdanie. Udręka i ekstaza?

Gabinet osobowości, czyli bohaterowie dziecięcych książek

 Książki dla dzieci i sentymenty 

AGNIESZKA URBAŃSKA PROWADZI W MASZYNIE KURS PISANIA PROZY DZIECIĘCEJ. ZAPRASZAMY NA STRONĘ KURSU >>

Napisz komentarz

FreshMail.pl