Pierwsze książkowe zdanie. Udręka i ekstaza?

Blog 67

Pierwsze książkowe zdanie. Udręka i ekstaza?

Narracyjne początki, czyli czas wyruszyć w drogę

Nieszczęsny autor, rozczochrany, w niedbałym stroju, blady, wyraźnie zmęczony, próbujący napisać pierwsze zdanie, które olśni czytelnika urodą słów, zachwyci rytmem, porwie energią. Taki obraz może pojawić się w naszej wyobraźni właściwie na zawołanie.
W wypadku narracji adresowanych do dzieci sprawa wydaje się łatwiejsza. Wszyscy pamiętamy bowiem słynne formuły: „Dawno, dawno temu”, „Za siódmą górą i siódmą rzeką”, „Była sobie…”. Wystarczy sięgnąć po tego typu zdanie kluczowe i błyskawicznie znajdziemy się w środku baśni, wśród czarownic i smoków, w pałacowej sali albo na leśnej ścieżce, otoczeni przez rozmowne zwierzęta i rozgadane drzewa.
Ach, gdyby to było takie proste, wtedy wszyscy moglibyśmy w mgnieniu oka tworzyć dla szanownych milusińskich historie atrakcyjniejsze od aplikacji na smartfony, komputerowych gier i kreskówek. Jednak uważam, że nie wolno lekceważyć baśniowej tradycji i narracyjnych standardów. Nawet jeśli wydają się wyświechtane, zużyte, nie pierwszej świeżości. Chodzi o to, by nimi otworzyć opowieść, sprawić, żeby popłynął strumień słów, zdań i fraz. Poddajmy się tej fali, nie myśląc, dokąd nas poniesie.

Człowieku, nie przejmuj się!
Napisaliśmy pierwsze zdanie i teraz przyglądamy mu się krytycznie. Wydaje nam się jakieś takie… Sztywne, drewniane, za proste albo wprost przeciwnie: niepotrzebnie zagmatwane. Stop, proszę go nie kasować! Niech odegra rolę klucza do skarbca pomysłów, które dzięki niemu wydostaną się na świat jak monety ze świnki-skarbonki. Wystarczy napisać choćby: czarownica miała dość. Błyskawicznie zjawią się pytania: czego lub kogo?, złośliwych sąsiadów, niemiłych przechodniów, natrętnych kandydatów na męża? Skoro nasza wiedźma jest zmęczona, udręczona i wyczerpana, co z tym zrobi? Jak zareaguje? Uda się na zakupy do centrum handlowego? A może, jak na wykwalifikowaną specjalistkę przystało, posłuży się jedną ze swoich sztuczek? Pozwólmy jej zamienić wszystkich mieszkańców miasteczka w biedronki, uciec w kieszeni turystki na Wyspy Kanaryjskie albo po prostu zjeść dużą porcję glazurowanego tortu czekoladowego.

Czytajmy, podglądajmy
Tworzenie nie opiera się jedynie na pisaniu. Ważne jest czytanie i wsłuchiwanie się w brzmienia zdań, także tych pierwszych. Oto kilka literackich początków: Miziołek ¬– to ja (J. Olech, Dynastia Miziołków), Podobno się urodziłem (J. Van Haele, Morze ciche), Mam na imię Zosia (A. Tyszka, Zosia z ulicy Kociej), To się zdarzyło zimą (A. Onichimowska Dalej niż na wakacje [w:] Najwyższa góra świata), Uwaga! To jest moja pierwsza książka w życiu, więc nie daję wam gwarancji, że w ogóle będzie miała ręce i nogi (M. Szczygielski, Teatr Niewidzialnych Dzieci).

Do Państwa Autorstwa
Powyższe przykłady dowodzą, że teksty dla dzieci mogą zaczynać się najzwyczajniej pod słońcem bądź z naprawdę delikatną szczyptą nietypowości. Zaskakiwanie czytelników słowną ekwilibrystyką na miarę wyczynów iluzjonisty, który z kapelusza wyciąga królika, a z rękawa kilkumetrową wstążkę, nie jest konieczne. Drodzy Państwo, zapiszcie więc pierwsze zdanie. Rozpocznijcie nim swoją historię: opowieść familijną, prześmieszny utwór obyczajowy, coś sensacyjnego albo przygodowego. To – co wam w duszy gra.

Agnieszka Urbańska

AGNIESZKA URBAŃSKA PROWADZI W MASZYNIE KURS PISANIA PROZY DZIECIĘCEJ:
we Wrocławiu ZOBACZ PROGRAM >>
w Warszawie (kurs weekendowy) ZOBACZ PROGRAM >>

 

 

Pozostałe wpisy autorki:
Dreszczyk w książkach dla dzieci, czyli sensacje i sekrety >>

Bajka i inne wspaniałości >>
Gadu-gadu, czyli dialogi w książkach dla dzieci >>
Sztuka skracania, czyli o zwięzłości tekstów >>
Książki dla dzieci i sentymenty
Gabinet osobowości, czyli bohaterowie dziecięcych książek
Tytuły i pisanie dla dzieci. Zagadnienie praktyczne

Napisz komentarz